sobota, 26 września 2015

kiedy Ona napisze...

uwielbiam bloga Julii <klik>
i chociaż dzieli nas cała przepaść: inne życie, inna codzienność, inne troski...
to kiedy Ona dodaje posta, czuję się jakbym dostała kopniaka i zaczynam dostrzegać to o czym tak często zapominam

i tak było kilka dni temu...
 jakoś tak wszystko szło nie tak
komplikacje w urzędzie - bo miało pójść raz dwa a tu trzeba będzie trochę się pomęczyć
rękawy w sweterku, które robię już drugi tydzień, a przecież to tylko rękawy i powinny być już dawno zrobione 
i wydziwiający klient, który w kółko nanosi poprawki,
a na koniec wiadomość, że ze z wyczekanego spotkania nici, bo praca zatrzymała...

wtedy pojawia się post Julki <klik>,
że przecież mogłoby być tak, że "Pani w białym fartuchu mówi, że operacja przesunięta na 17-tą.."

 kubeł zimnej wody
 
bo przecież urzędowa sprawa nie jest nie do przeskoczenia - tylko trzeba będzie troszkę dłużej poczekać
i rękawy kiedyś też zrobię - w końcu już na podkroju pach jestem
klient wydziwia - nie on pierwszy - a nanosząc kolejną poprawkę przynajmniej lepiej opanuję program do wizualizacji
no i spotkanie nie odwołane tylko przesunięte... a dobrze, że przynajmniej praca jest, bo wiadomo jak to teraz bywa, 
a i tak najważniejsze - że jest Ktoś kto czeka i na kogo czekam.
i że nie jest to Pani w białym fartuchu...

4 komentarze:

  1. Wszystko da się zrobić, prędzej lub później, ale się da... Są ludzie z wielkimi problemami, i z tymi mniejszymi i każdy jakoś daje sobie radę.... Jakoś się ułoży zobaczysz :D

    OdpowiedzUsuń
  2. pewnie, że się da.
    czasami tylko o tym zapominam.
    i czasami dobrze jest spojrzeć na problemy z innej perspektywy, bo wtedy okazuje się, że to tylko małe trudności;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zazwyczaj potrzebujemy kogoś z zewnątrz, by własne troski wróciły do właściwych proporcji... Ładnie napisane.

    OdpowiedzUsuń