




Pszczółki korzystając z pięknej pogody i obfitości kwiatów, pracowicie przynosiły miód:

A jakby kolorów wokół było mało, na naszym stole, przy filiżance kawy zagościł barwny kawałek ciasta:

Weekend majowy byłby nieważny, gdyby nad naszym niebem nie pojawiły się balony. Już od jedenastu lat w okolicy organizowane są Zawody Balonowe, tak więc każdy z mieszkańców w pierwszych dniach maja z ciekawością spogląda w niebo i wypatruje kolorowych punkcików. A gdy już je wypatrzy ma nadzieje, że tym razem latające punkciki będą coraz większe i większe, aż w końcu wylądują tuż obok, na działce u sąsiada. Niestety wiatr lubi płatać figle i często znosi balony w przeciwnym kierunku, niż tego sobie życzą mieszkańcy;) Ba, często warunki atmosferyczne wogóle nie pozwalają na start balonów.
Drugą imprezą organizowaną w okolicy jest wyścig. I pomimo tego, że w majowy weekend organizowany jest dopiero drugi raz (w poprzednich latach impereza odbywała się jesienią) to już na dobre wpisał się w atmosferę tych dni i nikomu nie przeszkadza hałas jaki panuje wokół:)

Tak oto minęły dwa dni. A w niedzielę przybyła burza i popsuła się pogoda. Wtedy to wzięłam w dłonie mojego przyjaciela: szydełko i przystąpiłam do realizacji planu: pokończyć pozaczynane robótki. Plan zrealizowałam w 100% :) A i tak już mam pomysły na 3 kolejne bluzki plus 3 breloczki... tylko żeby nie zaczynać znów wszystkiego na raz...
Owoce pracy pokaże następnym razem, a teraz jeszcze wiatraczek z kramów. Typowy odpustowy:D Będzie służył jako straszak na gołębie.. mam nadzieje, że się go będą bać;)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Miło mi, że zostawiasz ślad po wizycie na moim blogu:-)